- Specjalizujemy się w naprawach laptopów, z jakimi nie poradziły sobie inne serwisy
- Naprawa laptopów po zalaniu
- Naprawa laptopów po upadku
- Specjalistyczne naprawy płyt głównych
Złośliwe oprogramowanie (malware) to zbiorcze określenie programów, które trafiają na komputer bez wiedzy użytkownika i działają na jego szkodę — od klasycznych wirusów, przez oprogramowanie szpiegujące zbierające dane logowania, po ransomware szyfrujące pliki dla okupu. Ochrona przed tym zagrożeniem to nie jednorazowa instalacja programu antywirusowego, tylko system złożony z kilku warstw: oprogramowania wykrywającego zagrożenia na bieżąco, reguł ograniczających, co w ogóle może się uruchomić na komputerze, oraz — na poziomie firmy — centralnego podglądu tego, co dzieje się na wszystkich stanowiskach naraz.
W środowisku firmowym pojedyncze zainfekowane stanowisko rzadko pozostaje odosobnionym problemem. Komputer podłączony do sieci firmowej, z dostępem do wspólnych zasobów i poczty, staje się punktem wyjścia do rozprzestrzenienia zagrożenia na kolejne stanowiska — dlatego ochrona firmowa różni się od zabezpieczenia pojedynczego komputera domowego przede wszystkim skalą i potrzebą centralnego zarządzania.
Działa po cichu, zbierając dane logowania, historię przeglądania czy zawartość schowka — ofiara zwykle nie zauważa niczego niepokojącego, dopóki skradzione dane nie zostaną wykorzystane, na przykład do przejęcia konta bankowości firmowej.
Podszywają się pod legalny program albo załącznik — fakturę, dokument, aktualizację — a po uruchomieniu instalują właściwe złośliwe oprogramowanie w tle. Najczęstsza droga wejścia to załączniki w wiadomościach e-mail i pliki pobrane z niesprawdzonych źródeł.
Szyfruje pliki na komputerze i w dostępnych z niego zasobach sieciowych, żądając okupu za klucz odszyfrowujący. Najgroźniejszy wariant z punktu widzenia firmy — potrafi w kilkanaście minut zablokować dostęp do wszystkich danych na dysku sieciowym, jeśli infekcja rozprzestrzeni się zanim zostanie zauważona.
Mniej groźne, ale uciążliwe — dodatkowe paski w przeglądarce, wyskakujące reklamy, zmienione ustawienia wyszukiwarki. Samo w sobie rzadko kradnie dane, ale bywa oznaką, że na komputer trafiło też coś poważniejszego przy okazji tej samej, niekontrolowanej instalacji.
Wdrożenie zaczyna się od doboru oprogramowania ochronnego odpowiedniego do skali firmy — dla kilku stanowisk wystarcza zwykle rozwiązanie z lokalnym zarządzaniem, dla większej liczby komputerów sensowne staje się rozwiązanie z centralną konsolą, pokazującą stan wszystkich stanowisk w jednym miejscu i pozwalającą reagować na zagrożenie zdalnie, bez fizycznego dostępu do każdego komputera z osobna.
Konfiguracja obejmuje instalację na wszystkich stanowiskach, ustawienie automatycznych aktualizacji baz wirusów (nieaktualna baza definicji nie rozpoznaje nowych zagrożeń), harmonogram regularnego skanowania oraz reguły reagowania na wykryte zagrożenie — automatyczna kwarantanna, powiadomienie administratora, w niektórych przypadkach automatyczne odcięcie zainfekowanego stanowiska od sieci.
Element często pomijany przy samodzielnym wdrażaniu to ograniczenie uprawnień do instalowania oprogramowania na komputerach firmowych — jeśli każdy pracownik może zainstalować dowolny program, nawet najlepszy antywirus działa w niekorzystnych warunkach, bo ryzykowne instalacje zdarzają się regularnie.
Darmowe wersje bywają skuteczne w wykrywaniu podstawowych zagrożeń, ale zwykle brakuje im centralnego zarządzania wieloma stanowiskami, co w firmie liczącej więcej niż kilka komputerów szybko staje się praktycznym problemem.
Ochrona w czasie rzeczywistym monitoruje na bieżąco każdy uruchamiany plik, a pełne skanowanie całego dysku warto zaplanować regularnie, w porze niekolidującej z pracą — na przykład w nocy albo w weekend.
Zwykle poddaje plik kwarantannie automatycznie. Ważniejsze pytanie to skąd zagrożenie się wzięło — jeśli dotyczy to załącznika z poczty, warto sprawdzić, czy podobna wiadomość nie trafiła też do innych pracowników.
Dobrze skonfigurowana, dopasowana do możliwości sprzętu — nie powinna być odczuwalna w codziennej pracy. Zauważalne spowolnienie bywa oznaką albo przestarzałego sprzętu, albo kilku konfliktujących ze sobą programów ochronnych zainstalowanych jednocześnie.
Nie w pojedynkę — to jeden z elementów szerszej ochrony, obok aktualizacji systemów, uwierzytelniania dwuskładnikowego i zabezpieczenia poczty. Razem tworzą warstwy, które znacznie utrudniają skuteczny atak, nawet jeśli pojedyncza warstwa zawiedzie.
Jeśli komputer działa wolniej niż zwykle, ale bez typowych objawów infekcji (nietypowe okna, niechciane paski, ostrzeżenia antywirusa), przyczyną bywa zwykłe zapchanie dysku, brak pamięci albo przegrzewanie — to już zagadnienie serwisowe, nie kwestia ochrony przed malware. Jeśli głównym zagrożeniem są fałszywe wiadomości e-mail podszywające się pod przełożonych albo kontrahentów, dokładniejszym tematem jest zabezpieczenie poczty przed podszywaniem się i wyłudzeniami. Jeśli infekcja już nastąpiła i pliki zostały zaszyfrowane, właściwym punktem jest atak ransomware — co robimy krok po kroku.
Wdrożenie i konfigurację ochrony antywirusowej wycenia się indywidualnie, zależnie od liczby stanowisk i wybranego rozwiązania — cennika usług nie publikujemy. Dojazd do klienta na terenie Warszawy i okolicznych powiatów jest bezpłatny. Na wykonaną konfigurację obowiązuje gwarancja do 12 miesięcy. Firma nie jest płatnikiem VAT, więc wykonaną pracę dokumentuje fakturą bez VAT.
Typowe zgłoszenie: pracownik otwiera załącznik z wiadomości wyglądającej jak faktura od znanego kontrahenta, komputer zaczyna działać wolniej, a po kilku godzinach na innych stanowiskach w tej samej sieci pojawiają się pliki o dziwnych rozszerzeniach i informacja o konieczności zapłaty za odszyfrowanie danych. Zainstalowana wcześniej ochrona antywirusowa z aktualną bazą wykryłaby zagrożenie w załączniku, zanim doszłoby do uruchomienia — ale w tym przypadku ochrona była wyłączona „bo spowalniała komputer" tydzień wcześniej i nikt jej nie włączył z powrotem. To pokazuje, dlaczego stały monitoring stanu ochrony na wszystkich stanowiskach, a nie tylko jednorazowa instalacja, jest tak istotnym elementem wdrożenia.
Przy kilkunastu i więcej stanowiskach ręczne sprawdzanie stanu ochrony na każdym komputerze z osobna staje się niepraktyczne. Centralna konsola zarządzania pokazuje w jednym miejscu, które stanowiska mają aktualną bazę wirusów, które zgłosiły zagrożenie w ostatnim czasie i które od dłuższego czasu nie raportowały statusu — co bywa równie niepokojącym sygnałem, jak samo wykryte zagrożenie, bo może oznaczać, że ochrona na danym stanowisku została wyłączona albo przestała działać.
Telefony i laptopy używane do pracy zdalnej, poza siecią firmową, wymagają tej samej uwagi co stanowiska w biurze. Prywatny komputer, na którym pracownik loguje się do poczty firmowej bez zainstalowanej ochrony, jest równie realną furtką jak niezabezpieczony komputer stacjonarny w biurze — różnica jest tylko taka, że firma ma nad nim mniejszą kontrolę, co dodatkowo podkreśla znaczenie polityki bezpieczeństwa obejmującej też sprzęt używany poza siedzibą.
Niektóre programy specjalistyczne — na przykład narzędzia księgowe komunikujące się z systemami bankowymi — bywają błędnie oznaczane przez ochronę antywirusową jako podejrzane. W takich przypadkach konfiguruje się wyjątki dla konkretnego, zweryfikowanego oprogramowania, zamiast wyłączać ochronę na całym komputerze.
Nie wiesz, od czego zacząć? Opisz objaw przez telefon
Zadzwoń, umów wizytę serwisanta — dotrze do Ciebie w ciągu godziny.