- Specjalizujemy się w naprawach laptopów, z jakimi nie poradziły sobie inne serwisy
- Naprawa laptopów po zalaniu
- Naprawa laptopów po upadku
- Specjalistyczne naprawy płyt głównych
Naturalnym odruchem przy planowaniu automatyzacji jest pytanie „jakiego narzędzia użyć". W praktyce to pytanie zadane za wcześnie prowadzi do kosztownych pomyłek — kupienia licencji na system, który po dwóch miesiącach okazuje się nie pasować do sposobu pracy firmy, albo wdrożenia gotowego rozwiązania obok istniejącego oprogramowania księgowo-magazynowego zamiast w nim. Kolejność jest odwrotna: najpierw ustala się, jak proces wygląda naprawdę — kto co robi, w jakiej kolejności, gdzie powstają opóźnienia i pomyłki — a dopiero potem dobiera się sposób jego zautomatyzowania. Czasem oznacza to nowe narzędzie, częściej rozszerzenie tego, co firma już ma.
Firmy pracujące na Subiekcie GT, Subiekcie nexo, systemach Comarch ERP, Wapro ERP czy platformach typu BaseLinker rzadko chcą uczyć zespół od nowa obsługi zupełnie innego programu. Dlatego punktem wyjścia jest zawsze to środowisko, które już działa — automatyzacja dokłada się do niego jako integracja, dodatek albo skrypt działający w tle, nie jako osobna aplikacja wymagająca podwójnego wprowadzania danych. Ten sam mechanizm dotyczy sklepów internetowych: dane produktowe, stany magazynowe i zamówienia przepływają między systemem sprzedażowym a magazynowym bez ręcznego przepisywania.
Rozmowa zaczyna się od opisania procesu, a nie od listy funkcji, które firma chciałaby mieć. Pytania dotyczą tego, co dzieje się krok po kroku: skąd biorą się dane wejściowe (skrzynka mailowa, skan faktury, formularz na stronie), kto je dziś przetwarza ręcznie, ile czasu to zajmuje i co się dzieje, gdy coś pójdzie nie tak. Na tej podstawie powstaje wstępna ocena, czy proces w ogóle nadaje się do automatyzacji — nie każdy się nadaje, o czym więcej w dalszej części.
Niezależnie od tego, czy chodzi o obieg dokumentów, integrację z systemem magazynowym czy wdrożenie asystenta opartego na sztucznej inteligencji, proces przebiega w tych samych czterech etapach:
Proste wdrożenia — np. jedna integracja albo jeden skrypt zastępujący ręczne przepisywanie danych — da się uruchomić od kilku dni, bo w dużej części opierają się na gotowych, sprawdzonych rozwiązaniach, a nie na pisaniu wszystkiego od zera.
Efektem współpracy nie jest wyłącznie działający mechanizm w tle. W ramach wdrożenia powstaje też raport z audytu, dokumentacja opisująca proces przed i po zmianie, instrukcja obsługi dla zespołu oraz szkolenie pokazujące, jak z nowego rozwiązania korzystać na co dzień. Tam, gdzie dane firmy nie powinny opuszczać jej infrastruktury, dostępny jest wariant działający w całości lokalnie, bez wysyłania czegokolwiek na zewnętrzne serwery.
Firmy, które dopiero zaczynają przygodę z automatyzacją, najczęściej wybierają jeden z czterech obszarów: przetwarzanie faktur kosztowych, aktualizację stanów i cen między systemem magazynowym a sklepem, obsługę zwrotów i reklamacji albo automatyczny raport poranny zbierający dane z kilku źródeł w jedno miejsce. Żaden z nich nie wymaga przebudowy całej infrastruktury — wystarczy jeden, dobrze zdefiniowany proces.
Zanim firma zdecyduje się na pierwszy krok, warto rozprawić się z kilkoma powtarzającymi się obawami. Po pierwsze, automatyzacja nie oznacza zastąpienia ludzi — w większości wdrożeń chodzi o odciążenie ich z czynności powtarzalnych, nie o likwidację stanowisk. Po drugie, to nie jest rozwiązanie zarezerwowane dla dużych organizacji — mały proces w niewielkiej firmie równie dobrze nadaje się do automatyzacji, jeśli tylko jest powtarzalny. Po trzecie, nie trzeba dysponować ogromną ilością danych, żeby zacząć — wiele wdrożeń opiera się na bieżących dokumentach firmy, nie na historycznych zbiorach. Po czwarte, nie trzeba wcześniej „uporządkować całej firmy" — audyt procesu sam pokazuje, co wymaga uporządkowania, i to porządkowanie może być częścią wdrożenia, a nie jego warunkiem wstępnym.
Podejście „od procesu" sprawdza się tam, gdzie proces jest powtarzalny i nie zmienia się co miesiąc. Jeśli sposób pracy firmy jest w ciągłym ruchu albo dana czynność wykonywana jest zaledwie kilka razy w roku, zwrot z automatyzacji będzie niewielki — i to zostaje powiedziane wprost, zamiast sprzedawać wdrożenie na siłę tam, gdzie nie ma ono uzasadnienia.
Czy trzeba zrezygnować z obecnego systemu księgowo-magazynowego?
Nie. Automatyzacja projektowana jest tak, by działać razem z systemem, na którym firma już pracuje, nie zamiast niego.
Od czego najlepiej zacząć, jeśli firma nie ma jeszcze żadnej automatyzacji?
Od jednego, dobrze zdefiniowanego procesu — np. przetwarzania faktur kosztowych — a nie od próby zautomatyzowania wszystkiego naraz.
Czy da się zacząć od jednego procesu, a resztę zostawić na później?
Tak, to najczęstszy sposób pracy — kolejne obszary dochodzą stopniowo, po sprawdzeniu się pierwszego wdrożenia.
Co się dzieje z danymi firmy w trakcie audytu i wdrożenia?
Zależy od charakteru danych i wymagań firmy — dostępny jest wariant pracujący w całości lokalnie, bez przesyłania danych na zewnątrz.
Punktem wyjścia bywa zwykle jedno konkretne zgłoszenie, nie ogólne hasło „chcemy zautomatyzować firmę". Przykład: hurtownia zgłasza, że osoba odpowiedzialna za zamówienia spędza kilka godzin dziennie na przepisywaniu potwierdzeń dostaw z maila do Subiekta. Rozmowa zaczyna się od pytania o ten konkretny proces — skąd przychodzą potwierdzenia, w jakim są formacie, ile ich jest dziennie, co się dzieje, gdy dostawa różni się od zamówienia. Dopiero po zebraniu tych informacji pada propozycja rozwiązania — czasem jest to prosty skrypt odczytujący załączniki i wprowadzający dane wprost do systemu magazynowego, czasem coś bardziej rozbudowanego, jeśli format dokumentów jest bardzo zróżnicowany między dostawcami.
W małej firmie, gdzie jeden proces angażuje jedną albo dwie osoby, audyt i wdrożenie mogą przebiegać stosunkowo szybko — mniej osób do przepytania, mniej wariantów procesu do uwzględnienia. W firmie średniej wielkości, z kilkoma działami korzystającymi z tego samego systemu na różne sposoby, audyt trwa dłużej, bo trzeba uwzględnić różnice w tym, jak poszczególne zespoły faktycznie pracują — nawet jeśli formalnie stosują tę samą procedurę. W obu przypadkach zasada pozostaje ta sama: najpierw proces, potem narzędzie, niezależnie od skali.
Sama rozmowa wstępna i podejście „od procesu" nie są jeszcze audytem w pełnym rozumieniu — to punkt wyjścia, na podstawie którego ustala się, czy formalny, płatny audyt ma sens i jaki powinien mieć zakres. Nie każde zgłoszenie kończy się pełnym audytem — czasem już na etapie pierwszej rozmowy widać, że proces jest zbyt zmienny albo zbyt rzadki, by warto było iść dalej, i to zostaje powiedziane wprost.
Wiele osób decyzyjnych w firmach ma już za sobą lekturę materiałów marketingowych konkretnych programów, które obiecują rozwiązanie każdego problemu od razu po instalacji. Naturalne jest więc oczekiwanie gotowej rekomendacji „kup to narzędzie" już na pierwszej rozmowie. W praktyce taka rekomendacja bez wcześniejszego audytu byłaby zgadywanką — nawet najlepsze narzędzie na rynku nie pomoże, jeśli nie pasuje do sposobu, w jaki dana firma faktycznie pracuje. Cierpliwość na tym etapie zwykle procentuje krótszym i tańszym wdrożeniem niż pośpieszny wybór technologii.
Czy podejście „od procesu" wydłuża czas do pierwszego efektu?
Nie musi — proste, dobrze zdefiniowane procesy da się uruchomić od kilku dni, bo wykorzystuje się gotowe, sprawdzone mechanizmy. Audyt wydłuża start o czas potrzebny na zrozumienie procesu, ale skraca ryzyko, że wdrożone rozwiązanie okaże się niedopasowane i trzeba je będzie poprawiać od nowa.
Audyt procesu jest usługą płatną — inaczej niż przy serwisie sprzętu komputerowego, gdzie diagnoza bywa bezpłatna. Rozliczenie dalszej pracy odbywa się w formie stawki godzinowej albo wyceny za cały projekt, w zależności od zakresu. Obsługa obejmuje Warszawę i okoliczne powiaty. Kontakt telefoniczny:22 378 48 90.
Nie wiesz, od czego zacząć? Opisz objaw przez telefon
Zadzwoń, umów wizytę serwisanta — dotrze do Ciebie w ciągu godziny.